Fundacje rodzinne

Rejestrujemy i prowadzimy bieżącą obsługę prawną i podatkową fundacji rodzinnych.
AI Omnibus i AI Act – Marta Adranowska wyjaśnia, dlaczego więcej czasu na wdrożenie nowych przepisów nie oznacza mniej obowiązków dla instytucji finansowych.

AI Omnibus daje więcej czasu, ale nie zwalnia z obowiązków. Publikacja Marty Adranowskiej w Prawo.pl

AI Omnibus przesuwa terminy stosowania części obowiązków wynikających z AI Act. Dla instytucji finansowych oznacza to dodatkowe miesiące na przygotowanie do nowych wymogów. Czy to powód, by odłożyć działania? Zdecydowanie nie.

W najnowszej publikacji na portalu Prawo.pl adwokat Marta Adranowska analizuje skutki przyjęcia pakietu AI Omnibus dla sektora finansowego i wyjaśnia, dlaczego wydłużony harmonogram wdrożenia należy traktować jako dodatkowy czas na przygotowanie, a nie jako uzasadnienie do wstrzymania prac.

Więcej czasu nie oznacza mniej obowiązków

Choć AI Omnibus przesuwa terminy stosowania części wymogów AI Act – m.in. wobec systemów AI wysokiego ryzyka – zakres obowiązków pozostaje bez zmian. Jak podkreśla Marta Adranowska, największym zagrożeniem jest błędne przekonanie, że wdrożenie można odłożyć na później.

W praktyce organizacje powinny już dziś wykorzystywać dodatkowy czas na budowę zgodności z AI Act, ponieważ przygotowanie do nowych wymagań wymaga odpowiedniego planowania i zaangażowania wielu obszarów biznesowych.

Co powinny zrobić instytucje finansowe?

Publikacja wskazuje najważniejsze działania, które warto rozpocząć już teraz, w szczególności:

  • przeprowadzenie kompleksowej inwentaryzacji wykorzystywanych systemów AI,
  • prawidłową kwalifikację rozwiązań pod kątem AI Act,
  • identyfikację zjawiska tzw. shadow AI,
  • przygotowanie i wdrożenie modelu AI Governance,
  • weryfikację obowiązków wynikających z relacji z dostawcami systemów AI.

Jak wskazuje autorka, szczególnie sektor finansowy – ze względu na skalę procesów, liczbę wykorzystywanych narzędzi oraz złożoność modeli zarządzania – potrzebuje czasu na skuteczne przygotowanie organizacji do nowych regulacji.

Publikacja dla sektora finansowego

Artykuł będzie szczególnie wartościowy dla:

  • banków,
  • zakładów ubezpieczeń,
  • firm inwestycyjnych,
  • instytucji pożyczkowych,
  • oraz wszystkich organizacji wykorzystujących systemy AI w działalności biznesowej.

Publikacja zawiera praktyczne omówienie zmian wprowadzonych przez AI Omnibus oraz wskazuje, jakie działania warto podjąć już dziś, aby osiągnąć zgodność z AI Act w nowych terminach.

Zachęcamy do lektury pełnego artykułu Marty Adranowskiej opublikowanego na portalu Prawo.pl

© Licencja na publikację
© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
[addtoany]
Ryzyko AML w bankach – Daniel Bednarczyk wyjaśnia, dlaczego banki powinny uwzględniać ryzyko sporów sądowych.

AML i spory sądowe – dlaczego banki powinny uwzględniać ryzyko procesowe

Gdy mówi się o ryzykach związanych z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (AML/CFT), uwaga koncentruje się zazwyczaj na obowiązkach regulacyjnych, kontrolach oraz potencjalnych karach administracyjnych. Znacznie rzadziej analizuje się natomiast ryzyka procesowe związane z podejmowaniem przez banki działań w obszarze przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.

Tymczasem nasze doświadczenia z ostatniego czasu pokazują, że roszczenia kierowane przez klientów potrafią osiągać wartości porównywalne z wysokością kar administracyjnych nakładanych przez organy nadzoru. Z perspektywy banków oznacza to, że odpowiednie zarządzanie ryzykiem AML powinno obejmować nie tylko aspekt regulacyjny, lecz również potencjalne konsekwencje sporów sądowych.

Warto więc przyjrzeć się rodzajom spraw, które w ostatnim czasie obserwujemy w praktyce. Jeszcze kilka lat temu postępowania sądowe związane z tematyką AML należały do rzadkości. W ostatnich miesiącach można jednak zauważyć wyraźny wzrost ich liczby. Dotyczą przede wszystkim dwóch obszarów: wykonywania transakcji płatniczych oraz wypowiadania umów z klientami.

Spory dotyczące wykonywania transakcji

Pierwszą grupę stanowią postępowania dotyczące wykonania transakcji płatniczych. Najczęściej są to sytuacje, w których doszło do wykonania przelewu będącego efektem fraudu, a następnie osoba, z rachunku której wyprowadzono środki (niekoniecznie klient pozwanego banku), podnosi argument, że transakcja powinna zostać zatrzymana z uwagi na okoliczności związane z AML.

Jako przykłady wskazywane są zwykle nietypowo wysoka wartość przelewu, nietypowy charakter transakcji lub niezgodność danych odbiorcy przelewu z rzeczywistymi danymi podmiotu, który ostatecznie otrzymał środki.

W tego rodzaju sprawach pojawiają się co najmniej dwa istotne wyzwania.

Po pierwsze, w zależności od konfiguracji procesowej oraz zarzutów formułowanych przez powoda, bank może napotkać poważne trudności związane z przedstawieniem sądowi informacji niezbędnych do skutecznej obrony swojego stanowiska. Ograniczenia wynikające z tajemnicy bankowej oraz tajemnicy przewidzianej w art. 54 ustawy AML mogą istotnie wpływać na sposób prowadzenia postępowania i prezentowania materiału dowodowego.

Po drugie, choć argumentacja oparta na regulacjach AML coraz częściej pojawia się w sporach sądowych, nadal stosunkowo rzadko spotyka się sprawy łączące jednocześnie zagadnienia związane z fraudami oraz AML. Tego rodzaju spory wymagają uwzględnienia dwóch odrębnych obszarów wiedzy, które nie zawsze są analizowane łącznie. W praktyce może to mieć istotne znaczenie dla właściwego zabezpieczenia interesów banku.

Spory związane z wypowiadaniem umów

Drugą kategorię stanowią sprawy dotyczące wypowiadania umów klientom z przyczyn związanych z AML. Najczęściej chodzi o umowy rachunku bankowego oraz powiązane z nimi umowy bankowości elektronicznej.

Stosunkowo proste są przypadki, w których przyczyną rozwiązania relacji jest brak możliwości zastosowania środków bezpieczeństwa finansowego wynikający na przykład z nieaktualności dokumentu tożsamości lub nieprzekazania przez klienta informacji niezbędnych do zastosowania tych środków.

W praktyce spotykamy się jednak również ze znacznie bardziej złożonymi stanami faktycznymi.

Przykładem mogą być sytuacje, w których bank decyduje się zakończyć współpracę z podmiotem prowadzącym kantor kryptowalutowy, uzasadniając swoją decyzję prowadzeniem działalności w branży uznanej za obszar nieakceptowalnego ryzyka prania pieniędzy.

Tego rodzaju przypadki rodzą szereg dodatkowych pytań prawnych. Sama przesłanka prowadzenia działalności w branży o nieakceptowalnym poziomie ryzyka nie wynika bowiem wprost z przepisów prawa. Jednocześnie może ona być kwestionowana przez klientów, którzy argumentują między innymi, że uznanie określonej branży za nieakceptowalną prowadzi do nieuzasadnionego ograniczenia dostępu do usług bankowych lub stanowi przejaw nadużywania pozycji rynkowej przez bank.

Komunikacja z klientem a ryzyko procesowe

Pomimo różnic pomiędzy opisanymi kategoriami spraw można wskazać jeden problem, który występuje wyjątkowo często.

W wielu przypadkach sposób komunikacji z klientem nie jest projektowany z uwzględnieniem potencjalnego ryzyka procesowego. Dotyczy to zarówno treści przekazywanych informacji, jak i kanałów komunikacji wykorzystywanych przez bank. Nierzadko zdarza się, że klient otrzymuje komunikaty, które z jego perspektywy są zbyt ogólne, nieprecyzyjne lub sprawiają wrażenie automatycznych. Powoduje to przekonanie, że jego sytuacja nie została odpowiednio przeanalizowana, co z kolei może stanowić jeden z czynników skłaniających do skierowania sprawy na drogę sądową.

Jeżeli do sporu już dojdzie, często jest za późno na ograniczenie części ryzyk wynikających z wcześniejszych decyzji dotyczących organizacji procesu lub komunikacji. Z tego względu istotne znaczenie ma odpowiednie projektowanie procedur, polityk i regulaminów AML z uwzględnieniem nie tylko wymogów regulacyjnych, lecz również potencjalnych konsekwencji procesowych. Doświadczenia płynące z prowadzonych sporów pokazują, że wiele problemów można zidentyfikować i ograniczyć już na etapie tworzenia lub aktualizacji wewnętrznych rozwiązań organizacyjnych.

Wnioski

Rosnąca liczba sporów sądowych związanych z AML pokazuje, że obowiązki w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy przestały być wyłącznie zagadnieniem regulacyjnym i compliance’owym. Coraz częściej stają się również źródłem istotnych ryzyk procesowych, które mogą generować znaczące konsekwencje finansowe i reputacyjne.

Dlatego przy ocenie rozwiązań funkcjonujących w obszarze AML warto patrzeć szerzej niż wyłącznie przez pryzmat zgodności z przepisami. Równie istotne jest pytanie o to, w jaki sposób procedury, decyzje operacyjne oraz komunikacja z klientami będą oceniane w przypadku późniejszego sporu sądowego.

Nasze doświadczenia pokazują, że właśnie ten aspekt pozostaje jednym z najbardziej niedocenianych elementów zarządzania ryzykiem AML.

Autor: Daniel Bednarczyk, adwokat, Lider, Senior Associate w Lawspective. 

E-mail: daniel.bednarczyk@lawspective.pl

© Licencja na publikację
© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
[addtoany]
Gwarancja na pierwsze żądanie – Adam Tula wyjaśnia zasady wypłaty gwarancji i regres gwaranta.

Dylemat gwaranta: płacić szybko, czy wchodzić w spór z beneficjentem?

W praktyce likwidacji szkód gwarancyjnych powtarza się ten sam schemat: po otrzymaniu od beneficjenta żądania wypłaty z gwarancji, zleceniodawca żąda od ubezpieczyciela wstrzymania płatności. Zleceniodawca wciąga w ten sposób gwaranta w grę na czas, co jednak leży wyłącznie w jego interesie. Najlepszą strategią zakładu ubezpieczeń po wpłynięciu żądania jest natomiast zazwyczaj szybka zapłata i równie szybki regres – ponieważ czas nie gra na korzyść ubezpieczyciela.

Gdy do zakładu ubezpieczeń wpływa żądanie wypłaty z gwarancji ubezpieczeniowej, gwarant musi o tym żądaniu poinformować zleceniodawcę – ten zaś w odpowiedzi podnosi cały szereg zarzutów przeciwko żądaniu. Zarzuty te jednak zwykle dotyczą stosunku podstawowego: że żądanie jest bezzasadne, kontrakt został wykonany, kary naliczono bezpodstawnie, kontrakt został wypowiedziany bezzasadnie, to my mamy do nich roszczenie, a nie oni do nas. Zleceniodawca może nawet wskazywać, że sam pozwał lub pozwie beneficjenta, w związku z czym gwarant powinien wstrzymać wypłatę do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd. 

Uleganie tej presji zleceniodawcy jest wciąż jednym z najczęstszych i najkosztowniejszych błędów w praktyce likwidacyjnej gwarantów. Tymczasem gwarant powinien wchodzić w spór z beneficjentem wyłącznie w ściśle określonych sytuacjach, zazwyczaj tylko wtedy, gdy żądanie w wyraźny sposób nie spełnia wymogów formalnych wynikających z treści samej gwarancji. 

W spór o stosunek podstawowy – między zleceniodawcą gwarancji a jej beneficjentem, wynikający z zawartego przez nich kontraktu – co do zasady wchodzić nie powinien. Nie tylko dlatego, że taki spór jest trudny do wygrania. Przede wszystkim dlatego, że jest ekonomicznie nieopłacalny: przeciąga wypłatę, a tym samym odsuwa w czasie powstanie roszczenia regresowego wobec zleceniodawcy, co może uniemożliwić jego wyegzekwowanie. Tymczasem w interesie gwaranta jest nie tyle kwestionowanie zasadności wypłaty gwarancji, ile jak najszybsze odzyskanie wypłaconej kwoty od zleceniodawcy. Dotyczy to w szczególności zleceniodawców, którymi są firmy budowlane. 

Spór o stosunek podstawowy rzadko jest opłacalny dla gwaranta

Za ugruntowane należy uznać orzecznictwo dotyczące możliwości odmowy wypłaty gwarancji z powołaniem na stosunek podstawowy. Zobowiązanie gwaranta z gwarancji udzielonej nieodwołalnie, bezwarunkowo i na pierwsze żądanie jest samodzielne i nieakcesoryjne. Gwarant płaci dług własny, nie cudzy, a istnienie i zakres jego zobowiązania określa wyłącznie treść gwarancji, nie treść zabezpieczanego kontraktu. 

Wskazanie w dokumencie gwarancji, jakie roszczenia zabezpiecza, niczego tu nie zmienia. O charakterze gwarancji decydują zasady wypłaty ustalone w gwarancji, a nie cel udzielenia gwarancji (postanowienie SN z 10 kwietnia 2024 r., I CSK 1248/23).

W orzecznictwie wyjaśniono, że wystawca gwarancji abstrakcyjnej ma dwie – i tylko dwie – linie obrony:

  • zarzut niespełnienia przez beneficjenta warunków formalnych żądania,
  • zarzut nadużycia gwarancji (ten drugi stosowany wyłącznie w drodze wyjątku i w sytuacjach absolutnie oczywistych).

(wyrok SN z 12 lipca 2022 r., II CSKP 436/22; szeroko o tym też Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z 7 listopada 2024 r., I AGa 77/24).

Główna płaszczyzna sporu gwaranta z beneficjentem

Gwarant może i powinien odmówić wypłaty gwarancji przede wszystkim wtedy, gdy żądanie nie spełnia wymogów formalnych, określonych w gwarancji. Wypłacenie gwarancji w takim przypadku jest nie tylko niepotrzebne, ale też może uniemożliwić gwarantowi dochodzenie zwrotu wypłaconej kwoty od zleceniodawcy (regresu). Beneficjenta gwarancji obciążają jedynie obowiązki czysto formalne (SN w wyroku z 14 lutego 2018 r., I CSK 270/17). 

Katalog typowych wad żądania obejmuje w szczególności: 

  • złożenie żądania po upływie terminu ważności gwarancji,
  • brak wymaganych załączników (np. pisemnego oświadczenia, że zobowiązany mimo wezwania nie wykonał kontraktu, kopii wezwania do dłużnika wraz z dowodem wysłania),
  • żądanie kwoty przekraczającej sumę gwarancyjną lub obejmujące roszczenia nieobjęte przedmiotem zabezpieczenia (np. kary umowne innego rodzaju niż wskazane),
  • niezachowanie przewidzianej formy lub sposobu doręczenia (np. za pośrednictwem banku prowadzącego rachunek beneficjenta).

Wady formalne nierzadko dotyczą umocowania osoby składającej żądanie, ponieważ rygoryzm przewidziany w gwarancji bywa bardzo daleko posunięty. W wyroku z 7 października 2025 r. (I C 400/22) Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo beneficjenta – i to beneficjenta instytucjonalnego, Skarbu Państwa reprezentowanego przez GDDKiA – właśnie z powodu wad formalnych żądania, w tym poświadczenia umocowania osób podpisujących: sąd rygorystycznie odróżnił osobę uprawnioną do reprezentacji od osoby jedynie upoważnionej i uznał, że tożsamość podmiotu występującego z żądaniem nie może wynikać z kontekstu, lecz musi być jednoznaczna. 

Zasadna może być też odmowa wypłaty gwarancji dlatego, że podpis pod żądaniem nie zawierał np. imienia lub nie był czytelny – jeśli wymogi takie stawia treść gwarancji, to gwarant nie ma możliwości dokonania wypłaty bez ryzykowania zarzutu ze strony zleceniodawcy. 

W tym miejscu zastrzec należy, że kontrola formalna żądania wypłaty gwarancji nie może być grą na czas. Gwarant, który dostrzega wady wezwania, powinien poinformować o nich beneficjenta niezwłocznie. W orzecznictwie podnoszono, że zakomunikowanie braków dopiero po miesiącach, w terminie uniemożliwiającym ich konwalidację przed wygaśnięciem gwarancji, może samo zostać ocenione jako nadużycie prawa – tym razem przez gwaranta. Szybka i rzetelna kontrola formalna połączona z bezzwłoczną komunikacją ewentualnych wad żądania leży w szeroko rozumianym interesie gwaranta, nie tylko ze względu na tę konkretną sprawę, ale także dlatego, że buduje pozycję rynkową gwaranta jako wiarygodnego wystawcy zabezpieczeń. To ostatnie jest istotne, biorąc pod uwagę, że na ogół to beneficjent będzie musiał zaakceptować wybór gwaranta dokonany przez zleceniodawcę.

Nadużycie gwarancji – tylko w sytuacjach oczywistych

Nadużycie gwarancji może być podstawą odmowy wypłaty gwarancji tylko, gdy jest oczywiste – a takie jest rzadkością. Zdarza się to w wypadku ewidentnego braku stosunku podstawowego, na przykład, gdy niespełnienie świadczenia zabezpieczonego gwarancją było rezultatem niezawinionej niemożliwości świadczenia, np. z powodu siły wyższej (Heropolitańska I., Andrzejuk B., Gwarancje bankowe i ubezpieczeniowe, Warszawa 2012, str. 206). Zdarza się, że żądanie jest też efektem zmowy beneficjenta i zleceniodawcy, które pozorują spór, a beneficjent po gwarancję sięga tylko dlatego, że upadłość zleceniodawcy ograniczy gwarantowi możliwość odzyskania środków (SN zasygnalizował to w uzasadnieniu wyroku z dnia 2 marca 2023 r., II CSKP 905/22). Są to z założenia sytuacje wyjątkowe, wymagające od gwaranta dowodu oczywistości, a więc dokumentów rozliczeniowych ze stosunku podstawowego, korespondencji stron, danych o stanie postępowań upadłościowych. Jeśli likwidator szkody musi się zastanawiać, czy nadużycie jest oczywiste, to na ogół znaczy, że nie jest. Istotną wskazówką może być tu też zachowanie zleceniodawcy, który… nie będzie sprzeciwiał się żądaniu wypłaty gwarancji.

W wyroku z 2 marca 2023 r. (II CSKP 905/22) Sąd Najwyższy istotnie ograniczył praktyczną możliwość powołania się na zarzut nadużycia prawa (art. 5 k.c.), wyraźnie wskazując, że to gwaranta obciąża ciężar wykazania nadużycia, a beneficjent może ograniczyć się do faktów związanych z gwarancją i żądaniem. W praktyce działalności gwaranta wykazanie takiej okoliczności będzie rzadko możliwe. Sam spór między stronami kontraktu – a taki spór istnieje niemal w każdej sprawie gwarancyjnej – nie tylko nie uzasadnia odmowy, lecz wprost realizuje cel gwarancji: beneficjent ma dostać pieniądze właśnie wtedy, gdy strony się nie zgadzają, bez konieczności prowadzenia procesu. Spór ze stosunku podstawowego między zleceniodawcą a beneficjentem jest sporem wyłącznie między nimi, a nie między gwarantem a beneficjentem. Do tego sporu naturalnie na ogół zleceniodawca stara się wciągnąć gwaranta, by odwlec w czasie konieczność rozliczenia z gwarantem. 

Ekonomia czasu 

Roszczenie zwrotne gwaranta wobec zleceniodawcy nie istnieje, dopóki gwarant nie wypłaci kwoty gwarancji. Każdy miesiąc sporu z beneficjentem to miesiąc opóźniający powstanie roszczenia regresowego. A czas gra tu rolę: opóźnienie wypłaty gwarancji to dla zleceniodawcy opóźnienie w konieczności jej zwrotu do gwaranta. Kwestia ta jest kluczowa dla firm budowlanych, które są najczęstszymi podmiotami zlecającymi udzielenie gwarancji – wynika to ze specyfiki ich działalności, polegającej na tym, że finansują ją z wynagrodzeń otrzymanych za poprzednio wykonane prace na rzecz innych podmiotów i nie dysponują nadwyżkami finansowymi.

Uzupełniająco należy dodać, że w świetle aktualnego orzecznictwa roszczenia regresowe gwaranta przedawniają się w terminie dwóch lat (przesądził to SN w wyroku z 11 lipca 2023 r., II CSKP 734/22). Pogląd ten do niedawna był przedmiotem kontrowersji, obecnie jest on dominujący, SN potwierdził go ostatnio w postanowieniu z 26 czerwca 2025 r. (I CSK 2506/24). 

Bieg terminu przedawnienia rozpoczyna się dokładnie z chwilą wypłacenia kwoty gwarancji. Od razu po spełnieniu świadczenia ubezpieczyciel powinien podjąć stanowcze kroki:

  • Wystosować formalne wezwanie do zwrotu skierowane do zleceniodawcy.
  • Przystąpić do realizacji zabezpieczeń przewidzianych w umowie (weksle, kaucje, cesje wierzytelności).
  • W sytuacji otwarcia postępowania upadłościowego lub restrukturyzacyjnego – niezwłocznie dokonać prawidłowego zgłoszenia wierzytelności.

    Ubezpieczyciel jest pod ogromną presją czasu – jednak nie tylko i nie przede wszystkim z powodu biegnącego terminu przedawnienia. Czas ten nieubłaganie zmniejsza bowiem faktyczne szanse na skuteczne wyegzekwowanie pełnej kwoty roszczenia regresowego.

    Najczęstszy błąd gwaranta

    Skąd zatem biorą się wielomiesięczne spory gwarantów z beneficjentami? Najczęściej z presji zleceniodawcy, który jest klientem gwaranta – często wieloletnim. To zrozumiałe z jego perspektywy: wykonawca kwestionujący zasadność żądania chce zyskać czas, zachować płynność, a nierzadko po prostu dotrwać do restrukturyzacji, w której roszczenie regresowe gwaranta zostanie objęte układem. Interesy zleceniodawcy i gwaranta są tu jednak przeciwstawne: zwłoka służy tylko pierwszemu. Gwarant często nie dostrzega tego konfliktu interesów, jaki istnieje między nim a jego zleceniodawcą. Jednak gwarant, który na żądanie zleceniodawcy wstrzymuje wypłatę i wdaje się w spór, finansuje własnym ryzykiem cudzą grę na czas. Ryzykiem tym są nie tylko odsetki za opóźnienie w wypłacie gwarancji i koszty postępowania, ale przede wszystkim utrata szans na odzyskanie regresu. 

    Gwarant w odpowiedzi na kategoryczne żądanie zleceniodawcy wstrzymania wypłaty powinien odpowiedzieć zleceniodawcy, że to zleceniodawca sam powinien wejść w spór z beneficjentem. Zwłaszcza, że może zrobić to od razu po wpływie żądania wypłaty gwarancji, jeszcze przed wypłatą gwarancji, składając stosowny wniosek o zabezpieczenie skierowany przeciwko beneficjentowi. Otrzymanie takiego zabezpieczenia przez zleceniodawcę będzie podstawą prawną dla gwaranta wstrzymania wypłaty gwarancji. Natomiast to nie rolą gwaranta jest zastępowanie wykonawcy w jego sporze z inwestorem.

    Optymalna strategia działania

    Strategia profesjonalnego gwaranta wobec każdego wpływającego żądania wypłaty powinna stanowczo opierać się na ścisłej weryfikacji proceduralnej, nie zaś przekształcać się za każdym razem w decyzję strategiczną dotyczącą relacji z klientem.

    • Krok 1: niezwłoczna i drobiazgowa kontrola formalna, oparta na liście kontrolnej stworzonej z treści konkretnej gwarancji.
    • Krok 2: natychmiastowa komunikacja wykrytych braków beneficjentowi.
    • Krok 3: w przypadku żądań formalnie prawidłowych – wypłata środków dokładnie w terminie wynikającym z dokumentu, bez oglądania się na protesty zleceniodawcy.
    • Krok 4: uwzględnianie zarzutu nadużycia gwarancji wyłącznie w sytuacjach skrajnych i oczywistych.
    • Krok 5: bezzwłoczne uruchomienie procedury regresowej i zabezpieczeń zaraz po dokonaniu wypłaty, z uwzględnieniem dwuletniego terminu przedawnienia.

    Gwarancja na pierwsze żądanie jest produktem o rosnącej popularności. Gwarant powinien mieć zawsze na uwadze, że sensem rynkowym tego produktu jest pewność i szybkość zapłaty. Gwarant, który tę pewność honoruje, płaci szybko i równie szybko egzekwuje zwrot, nie tylko minimalizuje własne ryzyko kredytowe i odsetkowe, ale też dba o wartość własnej oferty. 

    Autor: Adam Tula, adwokat, Senior Associate w Lawspective.

    E-mail: adam.tula@lawspective.pl

    © Licencja na publikację
    © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
    [addtoany]
    Weronika Rajczak omawia systemy biometryczne w kontekście AI Act, RODO i cyberbezpieczeństwa

    Systemy biometryczne w obliczu sztucznej inteligencji oraz regulacji krajowych i unijnych

    Biometria pozostaje jednym z najwygodniejszych i najbezpieczniejszych sposobów uwierzytelniania, ale w erze sztucznej inteligencji przestaje być rozwiązaniem, które można uznać za oczywiście bezpieczne. Rosnące znaczenie deepfake’ów, spoofingu oraz nowych regulacji krajowych i unijnych sprawia, że organizacje korzystające z systemów biometrycznych muszą patrzeć na nie nie tylko przez pryzmat technologii, ale również ryzyka, zgodności i jakości całego procesu zarządzania tożsamością.

    Rozwiązania biometryczne od kilku lat stanowią jeden z podstawowych elementów systemów uwierzytelniania. Każdy z nas przynajmniej kilka razy dziennie korzysta z biometrii, logując się za pomocą Face ID czy czytnika linii papilarnych do swojego smartfona. Rozpoznawanie twarzy, odcisków palców czy głosu jest dziś powszechnie wykorzystywane nie tylko przez sektor bankowy, który jest pionierem, jeśli chodzi o uwierzytelnianie użytkowników za pomocą systemów biometrycznych, ale również przez przedsiębiorców z innych branż. Logowanie się za pomocą systemu biometrycznego jest przede wszystkim łatwe, szybkie i wygodne. Osoba, która chce zalogować się do systemu, nie musi martwić się o zapamiętywanie hasła czy posiadanie karty dostępu, wystarczy, że fizycznie znajduje się w miejscu identyfikacji. Choć logowanie biometryczne jest bezpieczniejsze niż tradycyjne logowanie za pomocą hasła, nie niweluje ryzyka oszustwa całkowicie. W erze dynamicznego rozwoju technologii opartych na sztucznej inteligencji, w szczególności narzędzi umożliwiających tworzenie realistycznych obrazów i nagrań dźwiękowych, należy zadać sobie pytanie: czy biometria nadal jest bezpieczna?

    Nowe zagrożenia: deepfake, spoofing i ataki oparte na AI

    Jeszcze kilka lat temu głównym zagrożeniem było przejęcie haseł, danych do logowania, próby obejścia systemu biometrycznego za pomocą zdjęcia lub mechanicznego skopiowania odcisku linii papilarnych. Dziś systemy biometryczne narażone są na ataki wykorzystujące sztuczną inteligencję, w tym tzw. deepfake oraz spoofing. Zaawansowane modele umożliwiają odwzorowywanie realistycznych obrazów twarzy, a nawet kilkusekundowe nagranie głosu pozwala na skopiowanie głosu danej osoby z uwzględnieniem np. tonu czy szybkości mówienia, co może pozwolić na obejście procedur identyfikacji starszych lub mniej zaawansowanych czytników. To jednak nie oznacza, że wykorzystywanie systemów biometrycznych stało się niebezpieczne. Nowoczesne rozwiązania wykorzystują dodatkowe mechanizmy zabezpieczające, takie jak liveness detection, czyli wykrywanie „żywotności” osoby logującej się czy analiza zachowania (np. sposób poruszania się). Dla organizacji korzystających z rozwiązań biometrycznych oznacza to konieczność monitorowania skuteczności wdrożonych rozwiązań oraz regularnego ich aktualizowania. Obecnie o jakości systemu nie decyduje wyłącznie skuteczność rozpoznawania twarzy czy odcisku palca, ale cały proces zarządzania tożsamością użytkownika, odpowiednie procedury bezpieczeństwa oraz zdolność reagowania na nowe rodzaje zagrożeń.

    Biometria a AI Act i krajowe wymogi cyberbezpieczeństwa

    W świetle regulacji takich jak AI Act czy ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (uKSC) rozwiązania biometryczne mogą zostać uznane za systemy wysokiego ryzyka lub podlegać nadzorowi w ramach tzw. łańcucha dostaw. Organizacje korzystające z gotowych produktów oferowanych przez zewnętrznych dostawców powinny stosować podejście oparte na ryzyku, a także kłaść nacisk na nadzór nad dostawcami. Oznacza to, że organizacja nie może uwolnić się od odpowiedzialności za skutki błędu dostawcy. Zapewnienie zgodności z AI Act oraz uKSC nie jest wyłącznie zagadnieniem technologicznym, które można oddelegować do działu IT, lecz elementem szerszego systemu zarządzania ryzykiem w organizacji.

    Dane biometryczne jako szczególna kategoria danych osobowych

    Warto również podkreślić, że dane biometryczne wykorzystywane do jednoznacznej identyfikacji osoby fizycznej stanowią szczególną kategorię danych osobowych, których przetwarzanie wymaga spełnienia dodatkowych warunków. W praktyce oznacza to, że organizacja planująca wdrożenie systemu biometrycznego powinna uzasadnić, że zastosowanie takiego rozwiązania jest niezbędne dla osiągnięcia zamierzonego celu, uzyskać wyraźną zgodę użytkownika, a także zapewnić, że przechowywane dane będą odpowiednio zabezpieczone. Organy nadzorcze coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na poziom zabezpieczeń technicznych, ale również na to, czy administrator właściwie uzasadnił potrzebę stosowania biometrii oraz czy rozważył mniej ingerujące w prywatność rozwiązania.

    Bezpieczeństwo zależy nie tylko od technologii, ale od całego modelu wdrożenia

    Pomimo pojawiających się wątpliwości co do kwestii bezpieczeństwa i prywatności systemów biometrycznych, przede wszystkim ze względu na fakt, że raz skradzione dane biometryczne są skradzione permanentnie, odpowiednio zaprojektowane systemy biometryczne pozostają jedną z najbezpieczniejszych metod uwierzytelniania. Podkreślić należy, że wiele organizacji przechowuje jedynie cyfrowo przetworzoną próbkę biometryczną, z której zrekonstruowanie oryginalnego wzorca jest niemożliwe. Jednocześnie rozwój sztucznej inteligencji oraz regulacje krajowe oraz unijne powodują konieczność regularnego weryfikowania stosowanych systemów, ich aktualizowania, a w razie potrzeby zmiany dostawcy systemu. Wielu ekspertów podkreśla, że najbezpieczniejszą metodą uwierzytelniania użytkowników pozostaje uwierzytelnianie wieloskładnikowe łączące systemy biometryczne ze standardowymi metodami, takimi jak hasła czy PIN-y. Ostatecznie to nie sama biometria, ale sposób jej wdrożenia, zabezpieczenia i nadzoru decyduje o poziomie bezpieczeństwa całego procesu uwierzytelniania.

    Autor: Weronika Rajczak, aplikantka radcowska, Junior Associate w Lawspective.

    E-mail: weronika.rajczak@lawspective.pl

    © Licencja na publikację
    © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
    [addtoany]